Tag Archives: aglomeracja

Dlaczego nie lubimy siebie w mieście

sitton-2-600x899

W mieście zachodzi takie zjawisko, które nie jest przyjemne, nie mniej jednak trochę niezależne od nas. Włącza nam się „szara obojętność” na wszystko, przejmujemy się tym, co się dzieje wokół nas o jakiś procent mniej niż ludzie żyjący poza aglomeracjami. Zostało to nawet naukowo przebadane przez psychologów miasta.

Żyjąc w środowisku, gdzie od rana do wieczora towarzyszy nam ilość bodźców niemożliwa to przetworzenia, zaczyna doskwierać przeciążenie sensoryczne. Z tego schorzenia XXI wieku wynikają między innymi sytuacje, w których leżący na ziemi i potrzebujący JAKIEGOKOLWIEK zainteresowania choć jednej osoby człowiek styka się jedynie ze ścianą obojętności . Prawdą jest, że nie jesteśmy też w stanie przejąć się wszystkim, o czym słyszymy z telewizji lub nawet z rozmów z bliskimi. Ograniczamy kręgi zainteresowań i kręgi znajomych. I to jest moim zdaniem normalne, bo tak jak wspomniałam, to w jaki sposób jesteśmy skonstruowani, nie daje nam możliwości by przejąć się WSZYSTKIM, co do nas dociera.

A jakiś sposób rozwiązania tego problemu? Jak dla mnie to po pierwsze: znaleźć osoby, na których Ci na serio zależy. Kluczem może być zauważenie, że tej osobie również zależy na Tobie. Fajnie jest, gdy zaczynasz dobrze kogoś znać, być wrażliwym na jego/jej potrzeby i zaczynać rozpoznawać, gdzie na prawdę możesz pomóc. Po drugie: budzić swoją świadomość przez sztukę. Trzeba znaleźć swoją niszę. Nie każdy musi lubić teatr, kino i operę. Chodzi o coś, co przenosi Cię w jakiś świat transcendentny (jak za trudne słowo to proszę sprawdzić w SJP:p). A po trzecie: znajdź jedną lub kilka organizacji dobroczynnych, którym regularnie pomagasz.

I pamiętaj: nie da się pomóc WSZYSTKIM. Miej też szacunek do siebie samego.

fot.: Colossal

Reklamy
Otagowane , , , , , , , , ,

Czy potrzebujemy bezdusznej obsługi?

Rzadko się zdarza, ale zapewne od czasu dzieje się: zwracamy uwagę na nonsensy naszej codzienności. W sieciówce w której dość często się żywię, klient przede mną zagaił do obsługujących pań, że wszystkie formułki, którymi posługują się w komunikacji z nim, są bez sensu. Zrobił to w niezmiernie miły sposób, chociaż trochę też pretensjonalny („O ja wielce mądry zauważyłem to, o ja jedyny świadomy w całym tym zmakdonaldyzowanym świecie” – przyp. red.;).
Mimo że ta scenka była jak dla mnie trochę banalna, skłoniła mnie do przemyśleń. Mnie na przykład wygodnie jest po prostu odebrać w punkcie obsługi to, co chcę, bo typowy pracujący, opiekujący się rodziną czy też uczący się mieszczuch ma takich spraw do załatwienia niezmiernie dużo. Co więcej, wiąże się to z liczbą społecznych interakcji, trudną do przyswojenia przez jednego zmęczonego życiem człowieczka (to się nazywa przeciążenie sensoryczne, o czym zamierzam również napisać).

Wracając do tematu, podczas takiej bezdusznej interakcji jest miło, ale nie mam czasu ani siły ze wszystkimi napotkanymi ludźmi zagadać, rozpłynąć się w konwersacji. Rozmowa rozkręca się czasami, z jakichś konkretnych przyczyn. Z drugiej strony w takich relacjach uczymy się tylko odhumanizowania i staje się ono dla nas normalnością. Z przyjemnością wchodzę do przybytku, w którym od progu czuję, że jest niewielkim, prywatnym biznesem, z włożonym w niego sercem i pasją. Obsługa traktuje Cię ze szczerym entuzjazmem, albo przeciwnie, ze szczerą niechęcią;). Może ta równowaga miejsc z duszą i bezdusznych jest jednak w moim mieście zachowana i w każdej z nich wiem doskonale, jak chcę i mogę się zachować? :)

fot.: fundir.org

Otagowane , , , , , , , , ,
Reklamy