Category Archives: obrazki

Kilka noworocznych postanowień

this year

Zdecydowałam się wziąć na siebie odpowiedzialność tego wpisu. :) Mam nadzieję, że będzie do mnie wracał i pozytywnie mnie męczył. A dlaczego? Przeczytajcie poniżej:

POSTANOWIENIA NOWOROCZNE:

1. Doceniać małe rzeczy (one mogą stać się wielkimi!)

2. Unikać porównań z innymi ludźmi (ich pracami, związkami, mieszkaniami, zarobkami itd…)

3. Nie robić rzeczy, do których nie jestem przekonana (to się po prostu czuje)

4. Zauważać dobre gesty, którymi obdarowują mnie inni ludzie (fajnie jest podziękować, że ktoś wpadł, zadzwonił, powiedział coś czy wysłuchał)

5. Ćwiczyć pozytywne nastawienie i myślenie.To temat rzeka, z którego wynikają prawie wszystkie powyższe punkty. Zdradzę sekret, iż przy zakładaniu tego bloga obiecałam sobie, że mimo wielu powodów do zmartwień moje wpisy będą tylko pozytywne. Przecież każdy kij ma dwa końce. Każde narzekanie można przekuć na konstruktywną poradę na przyszłość, a w każdej najgorszej historii da się dostrzec pozytywy i ich się chwycić. Wiem że to niemożliwe, ale niech 2014 rok będzie rokiem bez narzekania, niech będzie ćwiczeniem pozytywnego myślenia, roztaczania pozytywnej aury i zakazu spożywania tej popularnej polskiej trucizny.

To fajne postanowienia, takie uniwersalne. Pozwalam zapożyczać. ;)

Aha, i dziękuję za już ponad 100 lajków na moim Facebooku! ;)

Otagowane , , , , , , , ,

Pamiętaj kim jesteś, Simba

Rafiki

„Król Lew” to przykład bajki, która przez całe życie może być inspirująca. Mój ulubiony kolega Simby to Rafiki. Rafiki to dla mnie przykład, jak ludzie powinni się zestarzeć (taa, tak jak małpy;).

Ten pawian ma w sobie niezmierzone pokłady optymizmu, pomimo wiedzy jak okrutny jest świat i jak ciężkie jest życie. Hipotetycznie stwierdzam, że Rafiki skupiony jest na tym, co MOŻE zrobić, zamiast użalać się nad rzeczami, na które nie ma wpływu. Wiedza nie dołuje go, bo wypracował w sobie aktywną postawę.

Poza tym jego stoicki spokój…. Zero paniki! Simba spotyka mojego ulubieńca akurat wtedy, gdy znajduje się w totalnej życiowej dupie. Jest zdołowany tym, co stało się w przeszłości i, jak na młodego człowieka (czy lwa:P) przystało, mocno osadzony w „tu i teraz”. Brak mu dystansu i świadomości, jak wiele może się jeszcze zmienić. Z ratunkiem przychodzi w samą porę Rafiki. :)

Moja ulubiona scena (na obrazku powyżej) dla dzieciaka jest zabawna, a dla dorosłego może być nauką przez całe życie. Małpa przedstawia pewną prawdę w zabawny, a dla Simby irytujący sposób, ale to pokazuje jedno: ma do obecnej sytuacji ogromny dystans, wręcz cieszy się, że sprawy przybrały taki obrót i że lada moment syn Mufasy uświadomi sobie, kim naprawdę jest.

Dzieje się tak, że przebywając w określonym środowisku, asymilujemy jego wartości. Prościej mówiąc, zaczynają nam się podobać te rzeczy, które mamy w zasięgu ręki, a marzenia i wizje stają się coraz bardziej rozmyte. „Pamiętaj, kim jesteś” – pięknie powiedziane. Często zapominamy o tym, co kiedyś odkryliśmy o sobie, a to przecież jest niezmienne. To, co siedzi w głębi naszego serca, nie ulegnie szlifowi otoczenia (chyba że sami na to pozwolimy, ale nawet wtedy, uważam, nic straconego – jest do czego wracać:).

Namawiam do płynięcia pod prąd, kiedy to potrzebne, bo tylko wtedy będziemy czuli się w zgodzie z sobą, przetrwamy najgorsze przeciwności, by w końcu odnaleźć swoją niszę.

Także po prostu: “Pamiętaj kim jesteś, Simba!” :)

Otagowane , , , , , , , , , , , , , ,

Poradnik na weekend: jak odróżnić słaga od hipstera?

Ostatnio na prywatkach wśród znajomych często poruszam temat najświeższych subkultur, jakie widziała Warszawa. Pojęcie hipstera jest mi dobrze znane, nawet edukowałam innych na ten temat. Nie chwaląc się, po prostu znałam temat zanim stał się modny. ;)

Pojęcie SWAGu natomiast, mimo że uderza do mnie ze wszech stron (pracuję w social mediach…), jeszcze do niedawna czekało w mojej głowie na uzupełnienie swojej definicji. Dzięki dobrym sercom oraz sprawnym umysłom znajomych, udało mi się to nadrobić.

SWAG najszerzej można ująć jako „stylówę”. Tylko że tak na prawdę, co człowiek, to stylówa. Chodzi więc o taki mega lans, świecący, ze zwisającymi metkami.

Porównując dwie, najbardziej dominujące w moim mieście subkultury, ujęłabym to tak:

Hipster: „Mam hajs żeby się dobrze ubrać, ale udaję że nie mam.”

SWAG: ” Mam hajs żeby się dobrze ubrać i niech wszyscy widzą, że go mam!!”

Nie wiem, czy to idealne podsumowanie, ale tak mi się wydaje, po moich obserwacjach oraz wywiadach. Może macie swoje, odmienne zdanie?

Na koniec wykładu małe ćwiczenie/łamigłówka (poziom średnio-zaawansowany). Oto ona:

swagczycollage

fotki: indulgy.com

Otagowane , , , , , ,

„Ja” wczorajsza

każdy patrzy ze swojej perspektywy ;)

Kiedy ze sobą konwersujemy, nieuchronne jest, że co jakiś czas się na siebie wkurzymy. I nie wynika to z tego, że ktoś jest głupi albo zły, niedouczony (no, może trochę;) albo ma złe intencje. Określiłabym to tak, że najczęściej ROZMIJAMY SIĘ w komunikacji.

Każdy niesie ze sobą inny bagaż doświadczeń, począwszy od udanego lub nie poranka, poprzez aktualne życiowe położenie, na rodzinnym i kulturowym background’zie kończąc.

A często, zbyt egoistycznie, bierzemy pod uwagę tylko swoją perspektywę (patrz: obrazek:).

Znamy takie na przykład sytuacje:

a) kobieta NIE MÓWI, o co jej chodzi, bo oczekuje, że facet się domyśli (WRONG!:)

b) facet próbuje DORADZAĆ kobiecie, albo udowadniać jej, że nie ma wcale wielkiego problemu, podczas gdy ona chce po prosu być wysłuchana i zrozumiana. :(FAIL)

Obydwie sytuacje komunikacyjnie skazane są na porażkę, ponieważ nikt ze swojego sposobu postrzegania nie chce wyjrzeć i zobaczyć, co takiego ciekawego i innego czai się w innych miejscach.

Jak tu wyjść z siebie i zrozumieć drugą osobę? Nie jest to łatwe. Więc w zamian za to proponuję… jeszcze bardziej wgłębić się w siebie.:)

Czasem piszę do siebie samej kartki, np. „do jutrzejszej mnie” – wtedy łatwiej mi zapamiętać zadania, które zaplanowałam sobie na następny dzień. :) A ostatnio, zapewne po jakimś ciężkim dniu, pomyślałam o tym, jak by mi się rozmawiało ze „wczorajszą mną”. :)

Przewertujcie swoje stare konwersacje, przypomnijcie sobie zdarzenia, w których nerwy Wam nie wytrzymały – chcielibyście „tamtego/tamtą siebie” dzisiaj spotkać i zamienić słowo? Dogadalibyście się? … No właśnie! A ktoś musiał! Pogratulujcie temu komuś cierpliwości i wyrozumiałości (jeśli takową zachował) i bądźcie mu wdzięczni za to, że wciąż Was lubi. :)

Powtórzę się: Twój partner w rozmowie na prawdę nie ma na celu zdegradowania Twojej psychiki czy sprowadzenia Cię na stałe do roli instrumentalnego spełniacza pragnień i zachcianek. Nie wierzę w to.  Zazwyczaj rozchodzi się o bardzo podstawowe sprawy, takie jak potrzeba bycia wziętym pod uwagę, docenionym czy zrozumianym…

Także wniosek na dziś:

ktoś inny nie jest Twoim wrogiem, najeźdźcą, niezrozumiałym kosmitą. Jest takim Tobą, tylko że w innej skórze, w innym dniu, z innymi zranieniami, porażkami i sukcesami.

Otagowane , , , , , , ,

Dobre strony Facebook’a

Za dużo w tym wszystkim narzekania.

Czas skupić się na pozytywnych stronach. Niewiele jest zjawisk, które da się ocenić jednoznacznie źle. Właściwie to takie przypadki w ogóle nie istnieją. Wszystko, co się dzieje czy powstaje, zawiera w sobie w pewnym sensie jakąś wizję lepszego świata, poszukiwania szczęścia, do którego nieustannie wszyscy dążymy. Whatever. Dobre strony istnienia portalu Facebook to według mnie:

1. Miejsce popisów błyskotliwości

Czyli tak zwana cięta riposta. :) Tutaj akurat „udawana”, bo zdecydowałam się nie upubliczniać żadnej facebook’owej „prywaty” na blogu. :)

fot. Facecje

…oraz sympatyczne memy, obnażające odwieczne, do niedawna ukryte problemy społeczeństwa „I świata”

fot. Get More Social

2. Łatwy kontakt z ludźmi. To jest plus tego, że wszyscy tam siedzą. Nie gubią się maile i kartki z datami i adresami, wyświetlają się przypomnienia o wydarzeniach. Dużo łatwiej jest spotkać się „w realu” i dużo trudniej jest zapomnieć o kimś na amen, a czasem tak się niestety czasem dzieje, gdy mieszkamy w dużym, zabieganym mieście i mamy duużo znajomych.

3. Te media na prawdę należą do społeczności. Poza tym inteligentni ludzie nie są nareszcie na Facebook’u nic nie znaczącą niszą. To nie są jakieś profesjonalnie przeprowadzone badania, tylko po prostu moja obserwacja. Jest masa debili, to prawda. Ale równie łatwo jak wkręcić w coś bandę idiotów da się skrzyknąć pozytywnie nakręconych znajomych oraz ich znajomych, żebyśmy zrobili razem coś konstruktywnego. :)

4. Blog sam się reklamuje. Samo wyskakuje, że ktoś lubi Off temat. Blog się reklamuje przez to, że jest dobry i fajny, że znajomi coś tam na nim kometują. Oby tylko razem z lajkami na Facebook’u wzrosło czytelnictwo, bo inaczej ten nadmuchiwany balon po jakimś czasie pęknie. ;)

5. Aktualność, dostęp do kultury, polecenia. Uwielbiam. Ośrodki kultury przypominają, zapraszają, udostępniają aktualne wydarzenia. Kawiarnie wrzucają menu dnia, uprzedzają o wcześniejszym zamknięciu, otwarciu, zmianie lokalizacji. Znajomi byli w jakimś miejscu, klikają „lubię to” i tym samym w pewnym sensie polecają to miejsce. Wybór staje się prostszy. :)

I to wszystko w jednym miejscu, bez wchodzenia na 1500 stronek i otwierania 1700 newsletterów. :)

Super!

Otagowane , , , , ,

Niezbędni introwertycy

536897_341913692580091_122036994_n

Na początek ważna rzecz: niechaj każdy pozostanie sobą – tym, kim czuje że jest i jakie wartości i mocne strony przez niego przemawiają.

Temat wpadł mi do przemyśleń z powodu różnych utrudnień komunikacyjnych, a czasem wręcz zdziwienia: „jak oni mogą chcieć tak postępować??”. Na wstępie też postuluję, aby nie utożsamiać introwertyzmu z problemami w komunikacji z otoczeniem. Introwertyk, gdy dobrze się tego nauczy, nie musi z tego powodu cierpieć.

Z pewnych względów wydaje mi się, że ekstrawertycy mają łatwiej. Świat należy do nich, bo są bardziej proaktywni, bezpośredni, skorzy do działania. Z drugiej strony jednak działanie introwertyka może zaskoczyć, gdyż okaże się, że długo i skrupulatnie pracował nad czymś, co w końcowym efekcie okazało się godne podziwu. Dialog między tymi dwoma przeciwnościami jest dość trudny. To trochę jak połączenie dwóch przeciwstawnych żywiołów tak, by nie przeczyły sobie, ale w efektywny sposób współpracowały. Czy warto?

417760_352811328156994_1621884063_n

Nie polecam ograniczania się do jednej, wygodnej opcji, czyli notabene pozostać w swojej strefie bezpieczeństwa. Niektórych wprawia w zakłopotanie cisza, innych zbyt duża grupa ludzi. Każdy jest mieszaniną tych dwóch postaw i dobrze, aby umiał zasmakować każdej z nich. Tak samo jak wewnątrz, jak i na zewnątrz, pomiędzy ludźmi, powinna zachodzić pewna równowaga oraz komunikacja. No a to już trudniejsze… Do siebie samych mamy wiele wyrozumiałości, ale do innych? O nieeeee… Mają się zachowywać w sposób, który jest dla mnie bezpieczny, łatwy do przewidzenia, bo inaczej będzie to wymagało ode mnie wysiłku, a nawet stresu! ;)

Osobiście uważam, że nie ma bata. ;) Trzeba wychylać się poza granice tego, co znamy i w czym czujemy się bezpiecznie. Samo siedzenie i myślenie nic nie zmieni, ale też działanie bez pomyślunku było by w tym przypadku katastrofą. Moim wychodzeniem poza strefę bezpieczeństwa jest na przykład publikowanie swoich przemyśleń w formie tego bloga. Dziękuję wszystkim ludziom, którzy zmotywowali mnie do tego, by go założyć i rozwijać. Cieszy mnie, że grono odbiorców moich wpisów jest coraz większe. Wszystkich Was teraz pozdrawiam. :)

Wracając do tematu, z doświadczenia wiem, że do stresu czy strachu wynikającego z naszego myślenia o sytuacji, można się w pewnym sensie przyzwyczaić. Gdy trenowałam wspinaczkę sportową, przyjęłam sobie taką zasadę: „Nigdy nie będzie tak, że przestaniesz się bać. Musisz po prostu nauczyć się iść do przodu pomimo to.” Hmmm… I niech tak właśnie na dzisiaj zostanie. :)

A jakie są Wasze przemyślenia? :)

Otagowane , , , ,

Chwała kotom

fot. tumblr.com

Chciałam tym wpisem okazać podziw oraz szacunek wszystkim istniejącym :(oraz tym, które odeszły) kotom, ponieważ:

  1. Są słodkie
  2. Są niezależne
  3. Są towarzyszami mojego życia
  4. Robią głupie miny i strzelają fochy
  5. Są bezpośrednie w komunikowaniu tego, co chcą, nawet jak to jest głupie, proste albo wiąże się z siadaniem na laptopie
  6. Czasem zachowują się jak ludzie i to jest przerażające!
  7. Nie trzeba ich wyprowadzać przed pracą na dwór <3
  8. Nawet jak wyglądają głupio, to się tym nie przejmują, bo im tak wygodnie
  9. Mają swoje kocie przyzwyczajenia (każdy ma swoje!)
  10. Są!

Dom bez kotków jest p-u-s-t-y!

fot. kwejk.pl

fot. kwejk.pl

fot. kwejk.pl

Otagowane , , ,

Coś o wychowaniu

03522-a642833799c5f76

Mam nadzieję, że nie wyjdzie stek banałów. ;)

Mam trochę przemyśleń na temat tego, co dzieje się w głowach dzieciaków, gdy rodzice tworzą i pokazują im świat. Czasy się trochę pozmieniały: zmiana pokoleniowa zachodzi tak szybko, że to, co przekazują rodzice swoim dzieciom, jest już w większości nieaktualne. Trudno jest wychować dzieci do określonej roli, jeśli się tej roli nie zna. Co w takiej sytuacji zrobić? Antypedagogika? Odejście od wartości?

Są pewne wartości uniwersalne – te, które zawsze będą aktualne. Jest nią między innymi umiejętność samodzielnego myślenia. Mają nas jej uczyć między innymi uniwersytety. To jest różnica, kiedy zamiast stwierdzenia: „Dzisiaj założysz zieloną sukienkę.” zapytamy małą dziewczynkę: „Jaką chcesz dzisiaj włożyć sukienkę?”. Dać komuś do zrozumienia , że jest tym a tym, nawet jeśli to ma być księżniczka która poślubi księcia, lekarz czy biznesmen, to morderstwo osobowości. Zapytać kogoś: „Kim jesteś?”, „Co chcesz robić?” to podarowanie komuś wolności i wspieranie jego wysiłków w tworzeniu własnej ścieżki życia.

A przecież najlepiej być sobą – wszyscy inni są już zajęci. ;)

fot.: creativecriminals.com

Otagowane , , , , , , , , ,

O wojnie pokoleń

raczkowski

Ostatnio, przejeżdżając obok Ogrodu Saskiego w Warszawie, przypomniała mi się pewna zaskakująca sytuacja z mojego życia.

To było akurat ciepłe lato, czy coś takiego, w każdym razie byłam na rowerze. Przemierzałam sobie Plac Piłsudskiego, w zwolnionym tempie, bo akurat na ulicy Królewskiej trwała jakaś parada czy manifestacja, której chciałam się przyjrzeć. Nie była to jakaś znacząca data, więc tym bardziej zastanowiło mnie, o co chodzi. Przejeżdżając obok starszego pana, który coś sam do siebie mówił, wskazując na tę paradę, postanowiłam zsiąść i zapytać go (zwyczajnie, tak jak kiedyś na wsi, tak jak turyści, albo jak żebracy, nie wiem… wszyscy to samo: LUDZIE) co to za wydarzenie. I co się stało? Zgadnijcie. Nie jest trudno. Żyjemy w Polsce. Zostałam objechana za to pytanie. Nie. Najpierw padło stwierdzenie, że pewnie jestem z Warszawy. Akurat jestem. I zawsze, kiedy to mówię, pada kolejne: że pewnie dopiero z drugiego pokolenia (jako próba udowodnienia mi, że nie jestem prawdziwą warszawianką i tym samym zadowolenia z siebie, że mi to właśnie udowodniono – słyszalne w wypowiedzi „no właśnie” po moim stwierdzeniu że tak, z drugiego pokolenia).

I powiedzcie mi, jak tu żyć? :) Kiedy to chcę usłyszeć od żywego człowieka JEGO osobistą, osadzoną w mieście w którym już 26 lat żyję historię, a to co dostaję, to uczucie jak bym dostała z liścia i przeświadczenie, że jednak nie powinnam się tych starszych ludzi o ich historie pytać, tylko wyczytać sobie wszystko z Google i wtedy dopiero z nimi rozmawiać i (być może?) się spierać.

No jak tu żyć? :p

rys. (oczywiście:) Raczkowski

Otagowane , , , , ,

Dlaczego nie lubimy siebie w mieście

sitton-2-600x899

W mieście zachodzi takie zjawisko, które nie jest przyjemne, nie mniej jednak trochę niezależne od nas. Włącza nam się „szara obojętność” na wszystko, przejmujemy się tym, co się dzieje wokół nas o jakiś procent mniej niż ludzie żyjący poza aglomeracjami. Zostało to nawet naukowo przebadane przez psychologów miasta.

Żyjąc w środowisku, gdzie od rana do wieczora towarzyszy nam ilość bodźców niemożliwa to przetworzenia, zaczyna doskwierać przeciążenie sensoryczne. Z tego schorzenia XXI wieku wynikają między innymi sytuacje, w których leżący na ziemi i potrzebujący JAKIEGOKOLWIEK zainteresowania choć jednej osoby człowiek styka się jedynie ze ścianą obojętności . Prawdą jest, że nie jesteśmy też w stanie przejąć się wszystkim, o czym słyszymy z telewizji lub nawet z rozmów z bliskimi. Ograniczamy kręgi zainteresowań i kręgi znajomych. I to jest moim zdaniem normalne, bo tak jak wspomniałam, to w jaki sposób jesteśmy skonstruowani, nie daje nam możliwości by przejąć się WSZYSTKIM, co do nas dociera.

A jakiś sposób rozwiązania tego problemu? Jak dla mnie to po pierwsze: znaleźć osoby, na których Ci na serio zależy. Kluczem może być zauważenie, że tej osobie również zależy na Tobie. Fajnie jest, gdy zaczynasz dobrze kogoś znać, być wrażliwym na jego/jej potrzeby i zaczynać rozpoznawać, gdzie na prawdę możesz pomóc. Po drugie: budzić swoją świadomość przez sztukę. Trzeba znaleźć swoją niszę. Nie każdy musi lubić teatr, kino i operę. Chodzi o coś, co przenosi Cię w jakiś świat transcendentny (jak za trudne słowo to proszę sprawdzić w SJP:p). A po trzecie: znajdź jedną lub kilka organizacji dobroczynnych, którym regularnie pomagasz.

I pamiętaj: nie da się pomóc WSZYSTKIM. Miej też szacunek do siebie samego.

fot.: Colossal

Otagowane , , , , , , , , ,